Tutaj lubią pomagać ludziom

KATARZYNA HOŁUJ
Pan Włodzimierz mówi, że jak tylko uda się kupić blachę, dach będzie gotowy już w przyszłym tygodniu FOT. MACIEJ HOŁUJ
Pan Włodzimierz mówi, że jak tylko uda się kupić blachę, dach będzie gotowy już w przyszłym tygodniu FOT. MACIEJ HOŁUJ
Wydarzenia z ubiegłego tygodnia ciągle jeszcze do nich wracają. Zbliżała się godzina 23, kiedy musieli uciekać z domu. Orkan Ksawery, który w ubiegły weekend szalał nad Polską, zerwał dach ich domu. Z trójką dzieci w wieku 5, 6 i 9 lat wyszli w piżamach, na które założyli tylko kurtki. Wybiegli przez pomieszczenie kotłowni, nie przez główne wejście, bo akurat nad gankiem zwisał zerwany dach.

Pan Włodzimierz mówi, że jak tylko uda się kupić blachę, dach będzie gotowy już w przyszłym tygodniu FOT. MACIEJ HOŁUJ

KRZYWACZKA. Wiatr zabrał im dach, ale nie pozbawił nadziei, że stary, zniszczony dom stanie się kiedyś dla nich bezpiecznym schronieniem

Szczęściem w nieszczęściu było to, że dach nie urwał się całkiem, bo wtedy, jak mówi pan Włodzimierz Szczyrbak, skala zniszczeń byłaby trudna do przewidzenia. - Byłem przerażony, bo wiedziałem, jakie mogą być konsekwencje tego, że blaszany dach pofrunie jak żagiel. Przecież szedłby jak pług - mówi mężczyzna. To samo mówią strażacy, dlatego najpierw próbowali wciągnąć go z powrotem na miejsce. Kiedy to okazało się niemożliwe, postawili na zabezpieczenie dachu, a następnie jego rozebranie. - Było dość trudno, bo dach zwisał z krawędzi domu, ale udało się - mówi Krystian Baś z Ochotniczej Straży Pożarnej w Krzywaczce.

Podziękowania dla strażaków

Ich praca i poświęcenie zrobiły duże wrażenie na rodzinie. Pani Krystyna Szczyrbak nie może się nadziwić, jak pracowali młodzi, bo 20-, 30-letni strażacy, którym przyszło im działać w tak trudnych warunkach atmosferycznych, w zimnie, przy deszczu i silnie wiejącym wietrze. Jej mąż mówi, że bez żadnej przesady można ich nazwać prawdziwie odważnymi.

Strażacy pracowali do godziny 3 nad ranem. Rodzina miała przeczekać akcję w strażackim wozie. Było jednak zimno, a dzieci - wystraszone. Schronienia w swoim domu udzielili im sąsiedzi.

- Mam słabość do tej trójki maluchów - mówi Brygida Palich, sąsiadka - Są bardzo sympatyczne, ułożone i grzeczne, a były tak przerażone, że było mi ich strasznie żal. Krysia też bardzo to przeżywała, a jest przecież w ciąży. Brygida Palich przyjaźni się z panią Krystyną i ma o niej jak najlepsze zdanie. - To bardzo dobra matka, a przy tym niezwykle pracowita osoba, na której zawsze można polegać. Kiedy sama byłam w ciąży zawsze znajdywała czas żeby mnie odwiedzić w szpitalu.

Zaradność pani Krystyny jest doceniana także przez pracowników Ośrodka Pomocy Społecznej. Jak mówią, na pewno warto tej rodzinie pomóc.

Ośrodek zapłacił za drewno

Już następnego dnia rodzina wróciła do domu, który tymczasowo został przykryty plandekami. Zdecydowali się na powrót, mimo, że eksperci orzekli, że dom powinien pozostać niezamieszkany do czasu odtworzenia dachu. - Tylko jak mieszkać u sąsiadów z trójką dzieci? - pyta pani Krystyna.

Rano, kiedy odwiozła dzieci do szkoły i wróciła do domu, na miejscu zastała m.in. burmistrza Sułkowic Piotra Pułkę i sołtysa wsi Janusza Starca. Przyjechali by spytać, co jest potrzebne. To właśnie od sołtysa przyszła pomoc w postaci brakujących plandek. Ośrodek Pomocy Społecznej przyznał im zasiłek celowy - 5 tys. zł na zakup drewna na nową więźbę dachową i potrzebnych akcesoriów (gwoździe, folie, tarcze itd.).

Transport z tartaku przyjechał we wtorek. Pan Włodzimierz pracował razem z trzema innymi mężczyznami, których do pomocy skierował jego szef. Obok gminy, sołtysa i strażaków to kolejna osoba, której jest wdzięczny za okazaną pomoc.

Z kolejnym dowodem solidarności pani Krystyna spotkała się w Zespole Placówek Oświatowych, do którego uczęszczają dzieci. Tam od dyrektora usłyszała, że może liczyć na darmowe obiady dla całej rodziny.
- W piątek, kiedy przyszłam po dzieci, torba z jedzeniem była już spakowana - opowiada.

Na pytanie, czy nadal korzysta z tej możliwości - bo na dachu pracują, a ona przygotowuje właśnie obiad, odpowiada: - Wtedy w piątek skorzystałam, ale później już podziękowałam, żeby nie nadużywać dobroci, szczególnie że dyrektor umorzył nam czesne za przedszkole i opłatę za obiady dzieci.

Rodzina mieszka w Krzywaczce od siedmiu lat. Tu kupili stary dom i wprowadzili się do niego po niewielkim remoncie. Od siedmiu lat, jak mówią, stale przy nim dłubią, na tyle, na ile pozwalają im środki. A te są skromne, bo stałą pracę ma jedynie pan Włodzimierz. Pani Krystyna pracuje tylko dorywczo. Rodzina korzysta z pomocy socjalnej.

"Swoi" czy "obcy"?

Osiedli tu jako "obcy", choć, jak rezolutnie wtrąca do rozmowy 6-letnia Paulinka, ona i jej młodszy o rok brat Konrad już są stąd, czyli "swoi", bo tu się urodzili. Rodzina mieszka na uboczu. Może dlatego tak zaskoczyła ich solidarność, z jaką się spotkali. Są za nią ogromnie wdzięczni, ale też trochę skrępowani tym "co ludzie pomyślą?". Sołtys Janusz Starzec zaproponował, żeby zorganizować zbiórkę pieniędzy na pomoc rodzinie. Proboszcz parafii, ks. Zbigniew Drobny potwierdza, że odbędzie się ona w niedzielę, czyli jutro, w kościele w Krzywaczce. To, co trafi na tacę podczas każdej z mszy o godzinie 8, 11 i 16, będzie przekazane na pomoc Szczyrbakom. - U nas jeden drugiemu lubi pomóc. Ludzie łączą się w trudnej sytuacji, jeszcze tego nie zatracili - mówi sołtys.

Pierwszą i najbardziej oczywistą potrzebą jest odbudowa dachu. Ale rodzina ciągle zmaga się z remontem, a właściwie budową nowej części domu. Mieszkają w starej, zawilgoconej części , która dodatkowo teraz była narażona na jeszcze większa wilgoć, bo pomimo plandek część wody zdołała się przedostać. Od ponad roku każdy grosz wkładali w wykonanie nowych murów.

Wymarzony dom

Planują, że kiedy będzie gotowa tamta część, będą się mogli do niej przenieść, a tę starą - osuszyć. - To konieczne - mówi pani Krystyna - bo prawdopodobnie właśnie wilgoć jest powodem tego, ze dzieci chorują. A sąsiadka podkreśla, jak ważny jest dach, bo bez niego malowanie i odgrzybianie, które pani Krystyna robi nawet kilka razy w roku, nie ma sensu i jest jak walka z wiatrakami.

Szczyrbakowie wierzą, że nawet w starym domu można uwić rodzinne gniazdo, przytulne, bez grzyba na ścianach, bezpieczne dla dzieci. Czy święta spędzą w spokoju od własnym dachem? Pan Włodzimierz twierdzi, że tak. Jeśli tylko uda się kupić blachę, to już w najbliższym tygodniu dom będzie miał nowy dach.

myslenice@dziennik.krakow.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie