Urodzony łowca z gospodarską wizytą

Urodzony łowca z gospodarską wizytą

Grzegorz Tabasz

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Wpadł z gospodarską wizytą. Zlustrować swoje włości wraz z inwentarzem. Rzucił bacznym okiem tu i ówdzie. Ech, to surowe spojrzenie żółtych oczu!
Urodzony łowca z gospodarską wizytą
Gdybym był sikorką, pewnie dreszcze przeszłyby mi po kręgosłupie. Na szczęście nie jestem. Stałem wygodnie za oknem i jak na dłoni miałem krogulca siedzącego na karmniku. Dzięki nowoczesnym oknom z podwójną szybą wypełnioną argonem, byłem dla niego niewidoczny.

Na wszelki wypadek nie wykonywałem gwałtownych ruchów. Powolutku podniosłem aparat do oka i wreszcie dostałem to, na co długo czekałem: trzy dobre zdjęcia drapieżnego ptaka. Znam dobrze rozkład jego wizyt. Przylatuje rankiem, około ósmej i potem jeszcze raz w samo południe. Zwykle nadlatuje koszącym lotem i jeśli tylko jakaś sikorka znajdzie się w zasięgu ostrych pazurów, ptak ma śniadanie. Lub obiad. Wizyta trwa kilka sekund, zaś dłuższe, powiedzmy gospodarskie wizyty, zdarzają się rzadko.

Albo siedzi w niedostępnym dla obiektywu miejscu przy pniu drzewa, albo szybko odlatuje. Sikorek mi nie żal. Krogulec musi coś jeść i na pewno nie zostanie jaroszem. Ten dziób. Te szpony. Ta sylwetka. Urodzony łowca z niego.

POLECAMY - KONIECZNIE SPRAWDŹ:




Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo