Jacek Pajda z Miechowa już czeka na przyjście Kadrówki

Jacek Pajda z Miechowa już czeka na przyjście Kadrówki

Zdjęcie autora materiału
Aleksander Gąciarz

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Jacek Pajda z Miechowa już czeka na przyjście Kadrówki
1/9
przejdź do galerii

©Aleksander Gąciarz

Sam nie weźmie udziału w Marszu Szlakiem I Kompanii Kadrowej , ale - z pomocą przyjaciół - jak co roku powita na rynku jego uczestników. „Kadrówka” wkroczy do Miechowa już we wtorek.
Niewielkie mieszkanie znajduje się na parterze bloku w centrum Miechowa. Właściciel z pokoju zaprasza do środka. Porusza się na wózku inwalidzkim. Wnętrze pełne jest pamiątek i książek. - Nie uznaję internetu - zaznacza. Na ścianie jednego z pomieszczeń imponująca kolekcja białej broni, głównie bagnetów. Jacek Pajda potrafi o nich opowiadać z encyklopedyczną dokładnością: podając kraj i rok pochodzenia, nazwę itp. - Historią zacząłem się interesować w IV klasie szkoły podstawowej - przypomina.

Powodów takich zainteresowań nie brakowało. Dziadek był żołnierzem armii carskiej, a potem uczestniczył w wojnie polsko-bolszewickiej. Ojciec, Mieczysław, był żołnierzem Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich, a później wstąpił w szeregi II Korpusu gen. Andersa. - W domu zawsze panowała atmosfera sprzyjająca zainteresowaniom historycznym - nie kryje.

Jako bardzo młody chłopak studiował Encyklopedię Gutenberga. Po ukończeniu szkoły podstawowej i średniej w Miechowie wybrał studia historyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, które ukończył w 1977 roku. Potem na wiele lat zamieszkał pod Jasłem, ale do Miechowa wracał w wakacje. Wtedy po raz pierwszy spotkał się z marszem śladami „Kadrówki”. Przygotowanie teoretyczne miał świetne, bo I wojna światowa to jego specjalność. - O przedwojennych marszach opowiadała mi jeszcze mama. Osobiście z uczestnikami Kadrówki spotykałem się systematycznie od lat 90., ale bez bliższych relacji. Tyle, że pośpiewaliśmy wspólnie piosenki legionowe - wspomina.

Wszystko zmieniło się, gdy w 2003 roku ponownie zamieszkał w Miechowie. Zajmował się m. in. oprowadzaniem po tutejszej bazylice, a to stały punkt dorocznej wizyty „kadrowców”. - Zdarzyło się tak, że akurat zepsuł się mikrofon. Pan Włodzimierz Barczyński, który wtedy oprowadzał, próbował go naprawiać i ludzie zaczęli się rozchodzić. Wtedy zaproponowałem, że to ja ich oprowadzę. Nawet udało mi się załatwić z ministrantem klucz do karceru klasztornego. Oczywiście karcer ich zainteresował jeszcze bardziej niż sama bazylika - wspomina. Na pamiątkę dostał książkę ówczesnego komendanta marszu Jana Kasprzyka z dedykacją.

Z czasem relacje Jacka Pajdy zarówno z komendantem Kasprzykiem jak i częścią uczestników marszu stały się bardzo bliskie, wręcz przyjacielskie. Tradycją stało się wzajemne obdarowywanie podczas kolejnych sierpniowych wizyt. Jacek Pajda skrupulatnie przechowuje m. in. Odznakę Honorową wzorowaną na Odznace I Brygady „Za wierną służbę” (tzw. kierownica) oraz Odznakę Jubileuszową I Kompanii Kadrowej.

Sam też nie chce być dłużny. - Miałem rysunek wykonany przez córkę znajomej z Zarzecza pod Jasłem. Była na nim wieża naszej bazyliki. Napisałem z tyłu dedykację i wręczyłem komendantowi - opowiada. Rok później przekazał coś o wiele cenniejszego, chlubę swojej militarnej kolekcji. To bagnet, który znalazł na polu walki w Łowczówku, gdzie 24 grudnia 1914 roku I Brygada stoczyła bój z Moskalami. Na wystający z ornej ziemi zaostrzony kawałek żelaza natknął się w listopadzie 1988 roku. Zauważył go, gdy wiązał but. - To bagnet austriacki, model 1888, do manlichera. Takie bagnety były na uzbrojeniu armii austro-węgierskiej i Legionów Polskich też - mówi. Nie było żal się go pozbywać? - Skoro mnie odznaczyli, to chciałem się odwdzięczyć i też ich czymś zaskoczyć. Napisałem specjalny certyfikat i dołączyłem jeszcze kserokopię znajdującego się w Bibliotece Jagiellońskiej kalendarza strzeleckiego na 1935 rok wydrukowanego w drukarni w Miechowie.

Z nowym komendantem marszu, Dionizym Krawczyńskim, nie zdążył się jeszcze zaprzyjaźnić, ale we wtorek uczestników powita jak co roku. Dla samotnego, niepełnosprawnego mężczyzny, w dodatku zawodowego historyka, to wyjątkowy dzień. Przyjaciele kuszą go nawet, by sam wziął udział w marszu, ale on nie chce. - Gdybym jeszcze choć na moment schodził z tego wózka, byłoby inaczej. A tak, to nie chcę sprawiać nikomu kłopotu.

ZOBACZ KONIECZNIE:



FLESZ: startuje Tour de Pologne 2018

Źródło: vivi24

Polub nas na Facebooku i bądź zawsze na bieżąco!

Komentarze (4)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
To niech idą do niego od razu

żenuła (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 14 / 4

Żeby dróg i rynku nie blokować.

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
prosty

ham (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 9 / 5

nie uznaje internetu a piszą o nim w internecie czy to jest qrva normalne ?

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
kadrówka

thnmmmmm (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 10 / 6

te pijane dziady będą się plątac po drogach polach ,sami i te zmęczone konie-piłsudzki to człowiek który wpedził polskie społeczeństwo w biedę ,nędzę nazywali go "cholernym starym dziadek"


Autor komentarza nie dodał zdjęcia
do thnmmm

rodowity (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 4 / 11

wy....j do rosji zrobiony przez skośnookiego z czerwową gwiazdą na czapce, poszedł von!

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Polecamy

NAUCZYCIEL ROKU | Wielki finał wojewódzki

NAUCZYCIEL ROKU | Wielki finał wojewódzki

Krakowskie restauracje wyróżnione w czerwonym Przewodniku Michelin

Krakowskie restauracje wyróżnione w czerwonym Przewodniku Michelin

SPORTOWIEC MAŁOPOLSKI 2018 | Wybieramy najlepszych i najpopularniejszych sportowców

SPORTOWIEC MAŁOPOLSKI 2018 | Wybieramy najlepszych i najpopularniejszych sportowców

Bezdymna rewolucja - czy Polska wykorzysta tę szansę?

Bezdymna rewolucja - czy Polska wykorzysta tę szansę?