Kosarzyska. Sąsiedzi nie mogą dojść do porozumienia. Woda...

Kosarzyska. Sąsiedzi nie mogą dojść do porozumienia. Woda kością niezgody

Zdjęcie autora materiału
Alicja Fałek

Aktualizacja:

Gazeta Krakowska

Józefa Mikołajczyk podczas grodzenia dzierżawionego ujęcia zorientowała się, że do jej źródła niebieską rurą podłączony jest sąsiad

Józefa Mikołajczyk podczas grodzenia dzierżawionego ujęcia zorientowała się, że do jej źródła niebieską rurą podłączony jest sąsiad ©Alicja Fałek

Józefa Mikołajczyk twierdzi, że sąsiad podpiął się do jej ujęcia wody, przez co dla niej już nie wystarcza. Z kolei Krzysztof Fabiś oskarża sąsiadkę, że uszkodziła mu źródło wody. Nie mogąc dojść do porozumienia idą do sądu.
Józefa Mikołajczyk podczas grodzenia dzierżawionego ujęcia zorientowała się, że do jej źródła niebieską rurą podłączony jest sąsiad

Józefa Mikołajczyk podczas grodzenia dzierżawionego ujęcia zorientowała się, że do jej źródła niebieską rurą podłączony jest sąsiad ©Alicja Fałek

Do domu Józefy Mikołajczyk, i jej sąsiada Krzysztofa Fabisia trudno dojechać samochodem, który nie ma napędu na cztery koła. Prowadzi do nich kręta i wąska droga przez las i pola, która nie jest w całości wyłożona płytami. I choć widoki zapierają dech w piersiach, to zwaśnieni sąsiedzi nie potrafią się nimi cieszyć, życie zatruwają im problemy z brakiem wody.

- Od lat dzierżawię od gminy kawałek działki, na której znajduje się ujęcie wody pitnej i doprowadzam ją rurociągiem do domu - opowiada Józefa Mikołajczyk.
- Początkowo nie miałam problemów, ale od jakiegoś czasu wody mi coraz częściej brakowało. Latem, w czasie suszy w studni było pusto. Zimą były dni, że zostałam całkiem bez wody. Tak się dalej żyć nie da.

Mieszkanka Kosarzysk w gminie Piwniczna-Zdrój dodaje, że już kilkakrotnie jej ujęcie wody zostało zanieczyszczone bakteriami z grupy coli.

- To przez sąsiada. To on powyżej mojego ujęcia wody wypasa swoje krowy, a ich odchody zanieczyszczają moją wodę - wskazuje Mikołajczyk.

Dlatego zwróciła się do gminy o pozwolenie na ogrodzenie dzierżawionego źródła, żeby trzymać z dala od niego zwierzęta sąsiada. Zgodę otrzymała. Prowizoryczne ogrodzenie wykonała wiosną.

- I wtedy odkryłam powód braku wody. Okazało się, że do mojego źródła, powyżej kręgów, podłączona jest rura sąsiada - opowiada Mikołajczyk. - Zamiast moją studnię, woda w pierwszej kolejności zasila studnię Fabisia. Wyrwałam więc tę jego rurę, bo w końcu to ja płacę za dzierżawę - mówi.

Mieszkanka Kosarzysk postanowiła wystąpić do sądu z pozwem przeciwko sąsiadom. Domaga się w nim zaniechania przez Fabisiów działań, które powodują ingerencję w dzierżawione przez nią ujęcie. Uzasadnia, że przez to nie miała wody lub miała ją w niewielkiej ilości. Tym bardziej, że zdaniem Józefy Mikołajczyk, sąsiadowi wody nie brakuje, bo korzysta również z drugiego, alternatywnego ujęcia. Z tego samego ujęcia korzysta również córka pani Józefy.

Niedługo po złożeniu pozwu do sądu Józefa Mikołajczyk otrzymała pismo z gminy, które nakazuje jej usunąć ogrodzenie oraz na nowo zainstalować do ujęcia wody rury sąsiada.

- Na to się nie zgodzę, bo sąsiad podłączył się do dzierżawionego przeze mnie ujęcia bez mojej wiedzy i zgody - podnosi kobieta. - Chyba, że gmina wydzierżawiła ten sam teren z ujęciem wody mnie i sąsiadowi, a do tego oboje za niego płacimy.

Krzysztof Fabiś nie ukrywa, że rura, którą wykopała sąsiadka należy do niego. Zaznacza jednak, że do ujęcia wody podłączył się legalnie.

- Dzierżawię grunt obok sąsiadki, a na nim jest alternatywne źródło wody. To do niego byłem podłączony, a nie do jej ujęcia - wyjaśnia Fabiś. - To nie moja wina, że te źródła są jedno koło drugiego, a sąsiadka myśli, że kradnę jej wodę. Tak nie jest.

Mężczyzna podnosi, że on również płaci za dzierżawę gruntu gminie. Dodaje, że odkąd sąsiadka zniszczyła mu przyłącz do ujęcia, jego rodzinie brakuje wody. Zapewnia, że nie zrobił nic niezgodnego z prawem. Fabiś w sądzie zamierza przedstawić dokumenty, które mają to poświadczyć.

Jak widzi to gmina?


Zbigniew Janeczek, burmistrz Piwnicznej-Zdroju: Niestety te dwie rodziny, choć mieszkają obok siebie, od lat są skonfliktowane. Zamiast o przysłowiową miedzę, kłócą się o wodę, której w tym rejonie nie brakuje. Jest tam kilka źródeł, które spokojnie wystarczą dla wszystkich mieszkańców. Tylko brakuje chęci do rozmowy i do pokojowego rozwiązania sprawy. Prawdą jest, że te dwie rodziny dzierżawią tereny z ujęciami wody obok siebie. W maju, na wniosek pana Fabisia, przeprowadzona została wizja lokalna w terenie. Stwierdziliśmy, że pani Mikołajczyk grodząc teren dokonała ingerencji w źródła. Udrożniła lewe źródło, które skierowała do swojej studzienki. Prawe zaś jest nieudrożnione, a i ono mogłoby być wykorzystane. Teraz sprawą tego ujęcia zajmie się sąd i to wymiar sprawiedliwości rozstrzygnie, który z sąsiadów ma rację. Ja uważam, że mogliby dojść do porozumienia, gdyby oboje wykazali odrobinę dobrej woli.

ZOBACZ KONIECZNIE:



FLESZ: Powstanie Warszawskie w liczbach

Źródło: vivi24

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Polecamy

NAUCZYCIEL ROKU | Trwa głosowanie

NAUCZYCIEL ROKU | Trwa głosowanie

Gigantyczna galeria handlowa rośnie w Wieliczce [ZDJĘCIA]

Gigantyczna galeria handlowa rośnie w Wieliczce [ZDJĘCIA]

SPORTOWIEC MAŁOPOLSKI 2018 | Wybieramy najlepszych i najpopularniejszych sportowców

SPORTOWIEC MAŁOPOLSKI 2018 | Wybieramy najlepszych i najpopularniejszych sportowców

Bezdymna rewolucja - czy Polska wykorzysta tę szansę?

Bezdymna rewolucja - czy Polska wykorzysta tę szansę?