Mieszkania w Krakowie: wkrótce 10 tys. zł za metr kwadratowy? Nabrzmiewa nowa bańka, która niebawem pęknie? A może ceny muszą nadal rosnąć?

Zbigniew Bartuś
Zbigniew Bartuś
fot. Wojciech Matusik
Na koniec 2019 roku ofertowe ceny nowych mieszkań w Krakowie zbliżyły się do 9 tys. zł (transakcyjne do 8,5 tys. z) i przewyższyły poziom z czasów słynnej bańki z lat 2007-09, która pękła z hukiem po wybuchu światowego kryzysu finansowego. Ceny nieruchomości spadły wtedy w kilka lat o blisko jedną czwartą. Czy grozi nam powtórka z takiej „rozrywki”? Eksperci uważają to za bardzo mało prawdopodobne, zwłaszcza że głód mieszkań jest nadal pod Wawelem ogromny. Wykonawcy nie są go w stanie zaspokoić, mimo że oddali w zeszłym roku do użytku rekordową w dziejach liczbę lokali: nieoficjalnie ponad 14 tysięcy. Czy ceny ofertowe pod Wawelem przebiją w 2020 roku psychologiczną granicę 10 tys. zł za metr kw.?

Potwierdzone dane GUS mówią o 12 594 mieszkań oddanych do użytku od stycznia do końca listopada 2019 roku. Wystarczy porównać tę liczbę ze statystykami w lat poprzednich: w 2007 roku w Krakowie oddano w sumie 4922 lokale, rok później 6621, a w 2009 (kres bańki na rynku) – 10 344. Potem nadeszło wspomniane załamanie. W 2010 wykonawcy oddali 4,7 tys. mieszkań, czyli tyle, ile pięć lat wcześniej. W kolejnym roku było niewiele lepiej. Lekkie odbicie nastąpiło w 2012 r. (6824), 2013 (7019) i 2014 (7346), ale potem znów było gorzej: w całym 2015 r. udało się przekazać klucze do 6455 mieszkań.

Kraków. Najtańsze mieszkania na sprzedaż w mieście [OFERTY Z GRATKI]

Obecna hossa trwa od 2016 r. Wykonawcy, głównie deweloperzy, oddali wtedy 9363 lokale, by w 2017 r. pobić rekord z czasów bańki: 11 044 lokali. W 2018 r. doszło do sporego spadku (9 606 mieszkań), ale w 2019 r. można mówić o prawdziwej eksplozji budownictwa: w trzy kwartały oddano do użytku tyle mieszkań, ile przez cały rok poprzedni i na koniec 2019 r. padł wspomniany wyżej nowy rekord.

Oznacza to niemal potrojenie liczby nowooddanych mieszkań w stosunku do największego dołka na rynku, czyli 2011 roku. Dla porównania: w tym samym czasie liczba mieszkań oddanych do użytku w skali całego kraju wzrosła ze 131 tys. do około 200 tys., czyli o 53 proc. (to rekord w dziejach III RP).

62,4 proc. małopolskich mieszkań wybudowano w Krakowie!

Warto dodać, że w całej Małopolsce od stycznia do listopada 2019 r. oddano do użytku 20 160 mieszkań, czyli te krakowskie stanowią ponad 62,4 proc. ogółu! Mimo to, jako się rzekło, głód mieszkań pod Wawelem pozostaje niezaspokojony.

- Przyczyn jest kilka, zarówno po stronie popytu, jak i podaży. Przez cały rok 2019 rosła nam grupa inwestorów zainteresowanych zakupem mieszkań za gotówkę. Co istotne, wielu takich ludzi kupuje nie jedno mieszkanie, lecz kilka. Chcą w ten sposób zabezpieczyć swoje oszczędności przed inflacją. Lokaty bankowe tego nie gwarantują, fundusze inwestycyjne nie cieszą się zaufaniem Polaków, podobnie warszawska giełda. Nieruchomości wydają się najlepszym wyjściem, zwłaszcza że stale drożeją i wygląda na to, że będą dalej drożeć – komentuje Marek Bolek, prezes krakowskiego Stowarzyszenia Budowniczych Domów i Mieszkań.

Najnowsze dane GUS o inflacji – która wyniosła aż 3,4 proc. w grudniu 2019 r. – tylko motywują do inwestowania w lokale mieszkalne. Wprawdzie gwałtownie spadają ostatnio zyski z wynajmu: jeszcze niedawno były dwucyfrowe, teraz - jak wynika z analiz Expandera i Rentier.io – nie przekraczają w Krakowie 6 proc. (przy wynajmie całorocznym), co odstrasza część inwestorów, ale wciąż przewyższają one zyski z najlepszych nawet lokat.

- Poza tym ludziom w coraz większym stopniu wystarcza to, że ulokują swoje oszczędności w sposób bezpieczny, w czymś, co zawsze będą mogli sprzedać bez utraty wartości – wyjaśnia Marek Bolek.

Dodaje, że wśród osób kupujących mieszkania za gotówkę przybywa także młodych. Nabywają lokal dla siebie, jako pierwsze własne M. – Skąd mają tyle pieniędzy? Sporo trzydziestolatków w Krakowie zaczęło świetnie zarabiać, zgromadzili oszczędności, resztą dokładają im rodzice, bądź dziadkowie – wyjaśnia Marek Bolek.

Trzecią grupą nabywców stanowią ludzie (niekoniecznie młodzi) posiłkujący się kredytem. Przez cały rok 2019 banki straszyły wprawdzie ograniczeniem akcji kredytowej oraz podwyżkami oprocentowania i opłat, ale… skończyło się na straszeniu. Według Expandera, pod koniec listopada kredyty mieszkaniowe były najtańsze w historii. Wstępne, na razie nieoficjalne, dane z banków, wskazują, że w całym 2019 r. Polacy zaciągnęli o ok. 15 proc. więcej kredytów hipotecznych niż w 2018 r.

Coraz więcej ludzi chce mieszkać w Krakowie

Popyt na nowe mieszkania zwiększają w ostatnim czasie także ci krakowianie, którzy mają już jakieś lokale, ale zbyt ciasne, niekomfortowe lub nieodpowiednio położone. Dobrze zarabiające rodziny w średnim wieku coraz częściej rozglądają się za czymś lepszym, zwłaszcza że jakość, standard i możliwości obecnego budownictwa są zdecydowanie większe niż choćby dekadę temu (dotyczy to także sprzętów i materiałów wykończeniowych). Np. niemal wszystkie nowe budynki czteropiętrowe w Krakowie są wyposażone w windy, co ma i będzie miało coraz większe znaczenie dla starzejących się mieszkańców.

Za rosnącym popytem kryją się też napływający masowo pod Wawel imigranci – i to zarówno ci ze Wschodu (Ukraińcy, Białorusini, Azjaci…), jaki i z Zachodu; w centrach obsługi biznesu pracuje już ok. 90 tys. osób, z czego większość to przyjezdni – którzy muszą gdzieś mieszkać. Co istotne – coraz więcej cudzoziemców chce się na stałe związać z Krakowem, a to oznacza, że przynajmniej część z nich szuka lub wkrótce będzie szukać mieszkań na własność.

Za rosnący popyt na mieszkania w Krakowie odpowiadają też… dojeżdżający do pracy i na studia. Ilu ich jest? Dane GUS wskazują, że w Krakowie mieszka „na stałe” 22,5 proc. mieszkańców Małopolski. Jednocześnie w stolicy regionu pracuje na co dzień aż… 44 proc. Małopolan! Przyjezdnym jest co trzeci pracownik przeciętnej krakowskiej firmy. Na krakowskich uczelniach „słoiki” stanowią większość.

Dla osób pochodzących z rubieży lub wręcz spoza regionu spędzanie w busach lub pociągach czterech-pięciu godzin dziennie jest zbyt uciążliwe, więc większość z nich decyduje się na wynajem mieszkań. Który w ostatnim czasie stał się absurdalnie drogi. Ludzie posiadający finansowe nadwyżki coraz częściej myślą więc o zakupie mieszkania w Krakowie – dla siebie (pracujący) lub dla swych dzieci (studiujących). Tym bardziej, że wiele osób, po ukończeniu szkół i uczelni pod Wawelem, chce tu zostać na stałe.

Co musiałoby się stać, by ceny mieszkań gwałtownie spadły, jak po pęknięciu bańki z lat 2007 - 2009?

Eksperci uważają, że sytuacja jest diametralnie inna niż w czasach narastania bańki z lat 2007-09, przede wszystkim dlatego, że wówczas większość mieszkań kupowano w Krakowie (i nie tylko) na kredyt i to przeważnie jeszcze zaciągnięty w obcej walucie (frankowicze!). Dzisiaj zdecydowanie najwięcej lokali nabywanych jest za gotówkę, są zatem formą lokaty oszczędności/kapitału, a tylko wyjątkowo – spekulacji. Z zakupem tym nie wiąże się też dziś ryzykowne zadłużenie nabywcy (co wynika z polityki banków i regulacji narzuconych im po globalnym kryzysie).

Do załamania cen nieruchomości mogłoby dojść tylko pod wpływem jakiegoś nagłego i głębokiego kryzysu gospodarczego, skutkującego drastycznym pogorszeniem sytuacji na rynku pracy: wysokim bezrobociem i spadkiem wynagrodzeń. A na nic takiego (przynajmniej na razie) się nie zanosi. Płace w Polsce urosły w zeszłym roku o ponad 5 proc., a w Krakowie i Małopolsce o ponad 10 proc. (dane GUS na koniec listopada), kilkadziesiąt tysięcy krakowian płaci PIT wedle drugiego progu podatkowego (32 proc.), czyli ma dochody pozwalające na odkładanie sporych oszczędności. Tymczasem oprocentowanie lokat bankowych jest najgorsze w historii (średnio… 0,5 proc.!) przy bardzo wysokiej (3,4 proc.) inflacji.

Marek Bolek dodaje, że ewentualnemu kryzysowi gospodarczemu musiałoby towarzyszyć pojawianie się alternatywnych, bardziej atrakcyjnych od mieszkań, form zabezpieczenia i pomnażania oszczędności. Np. banki (przy obecnym poziomie inflacji) zaczęłyby proponować lokaty na minimum 8 procent. Prawdopodobieństwo przedstawienia takiej oferty jest jednak skrajnie nikłe, zwłaszcza że obecny prezes NBP, Adam Glapiński, zapowiedział twardo, że nie podniesie obecnych, bardzo niskich, stóp procentowych. A tylko gwałtowny ruch w tym kierunku mógłby zmotywować banki do podwyżek oprocentowania lokat.

Z wielu powodów Polacy nie zaufają też nagle na masową skalę giełdzie papierów wartościowych czy funduszom inwestycyjnym – zbyt wiele razy się zrazili.

Mało gruntów, drożejąca robocizna

- Relatywnie wysokie ceny mieszkań w Krakowie są także w znacznej mierze pochodną małej dostępności gruntów. Wiele mówi się o uleganiu przez władze miasta deweloperom, a prawda jest całkiem inna: ponieważ wielu krakowian sprzeciwia się dalszej zabudowie miasta, magistrat bardzo zaostrzył politykę wydawania pozwoleń. W dodatku na znacznej części miasta, nie objętej planami zagospodarowania, uzyskanie decyzji o warunkach zabudowy jest niemożliwe w związku z planowaną rozbudową portu lotniczego w Balicach – objaśnia prezes SBDiM.

Z powodu chronicznego braku wolnych gruntów budowlanych ich ceny poszybowały i sięgają już 3 tys. zł za metr kw. – nawet w przeciętnej lokalizacji. To winduje ceny mieszkań w jeszcze większym stopniu niż rosnące koszty materiałów i usług budowlanych. Sama robocizna poszła w górę o 50 proc. w ciągu czterech lat. Tylko w zeszłym roku średnie wynagrodzenie w krakowskich firmach budowlanych wzrosło o ok. 10 proc. - do 5,5 tys. zł brutto. I to na pewno nie koniec, bo pracowników dramatycznie brakuje, a wypełniających luki Ukraińców przestało przybywać. Może ich nawet ubyć – jeśli część wyjedzie do Czech, Słowacji czy Niemiec lub podkupią ich… działające nad Wisłą firmy przemysłowe. Te krakowskie oferują już pracownikom średnio 6,2 tys. zł miesięcznie, a więc o 20 proc. więcej od średniej na budowie.

Skutek wszystkich tych zjawisk jest taki, że ceny transakcyjne nowych mieszkań dobiły w Krakowie do 8,5 tys. zł, a ofertowe do 9 tys. zł. Ofert powyżej 10 tys. zł jest coraz więcej, a niebawem mogą stać się normą. W atrakcyjniejszych lokalizacjach, jak śródmieście, przy wysokim poziomie wykończenia, „standardem” stało się ponad 20 tys. zł za metr kw. Równie wyśrubowane ceny można w Małopolsce spotkać jeszcze tylko w Zakopanem… Szybko drożeją też mieszkania na rynku wtórnym – o ile te nowe są droższe o 12 proc. niż w krytycznym momencie bańki lat 2007-09, o tyle używane już o ponad 16 procent.

Wedle nieoficjalnych wciąż danych NBP za trzy kwartały 2019 r. ceny transakcyjne nieruchomości w 7 największych miastach Polski (Gdańsk, Gdynia, Kraków, Łódź, Poznań, Warszawa, Wrocław) wzrosły z 7332 zł w III kw. roku 2018 do 8019 zł w III kw. roku 2019, a ceny ofertowe – odpowiednio – z 7641 do 8520 zł.

Czytaj także

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 38

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

50 000 za metr kwadratowy , zarobki prawdziwe Polaków , mniej niż socjal na zachodzie

G
Gość

Zbliżamy się dużymi krokami do bańki.

Kupowanie mieszkania za 10-15tys za m2 jest paranoją.

L
Lena

Cześć! Nazywam się Lena, mam 27 lat. Chcę znaleźć mężczyznę do intymnych spotkań i komunikacji. Z przyjemnością odpowiem wszystkim, napisz do mnie na stronie randkowej, oto moja strona - http://loveto.one/lena92

G
Gość
8 stycznia, 12:19, Gość:

To, że wszyscy chcą mieszkać w Krakowie (chociaż nie są rodowitymi krakusami) nie cieszy, lecz smuci, gdyż w przeludnionym mieście źle się żyje (korki, zgiełk, grypa) i na panoszeniu się ludności napływowej cierpią rodowici krakowianie. Czas polikwidować te idiotyczne centra obsługi obcego biznesu (Outsourcing), ograniczyć liczbę urzędów (Marszałkowski przenieść do Tarnowa, w UMK zredukować etaty) i doprowadzić do tego, by obca ludność się wyniosła z przeludnionego Krakowa i zasiedliła Katowice oraz Łódź (te miasta się szybko wyludniają). Studentów jest w Krakowie za dużo, co potęguje dyskomfort życia, wywołany przeludnieniem miasta i uczelnie powinny w Krakowie zmniejszyć limity miejsc, a w zamian otworzyć wydziały zamiejscowe w innych miastach Małopolski (Tarnów, Nowy Sącz, Oświęcim, Nowy Targ). Niech inni pokosztują przeludnienia a Kraków musi wreszcie od tego odpocząć. Kraków powinien być mniejszy - zarówno pod względem liczby ludności, jak i powierzchni. Biurowce należy wyburzyć, gdyż z takiej "pracy" nikt nie ma pożytku. O wiele bardziej pożyteczny jest np. szewc niż pracownik biurowy.

Chcialbys nazisto.

G
Gość

No i dobrze ze rosną, jest popyt wiec ceny beda rosnac.

G
Gość

Ludzie się rzucają na kredyty hipoteczne a potem będą narzekać,że inflacja zagląda do garnków.Rodzice, babuniu pomóżcie bo nie starcza na rachunki.A rodzice będą brać następne kredyty i żyć jak biedaki bo córeczce i synusiowi trzeba pomóc.Rząd dodrukuje złotówek by zapobiec katastrofie a dług publiczny urośnie dzięki inflacji i za kilka lat.....superkowo będzie.

A
Aśka

Niestety ale 10 tys za metr to już raczej minimum szczególnie w przypadku małych mieszkań do 40 metrów, nie mówię o super lokalizacji, raczej prokocim, nowa huta. Wszystko bliżej centrum to juz ceny warszawskie a zarobki niestety nie nadążają.

G
Gość
8 stycznia, 8:28, Gość:

Każdy chce mieć swoje lokum. To normalne w Polsce. Na zachodzie wynajem mieszkania to coś powszechnego i normalnego, nawet w dość dojrzałym wieku.

Ceny za 10 tyś za metr? Nie wiem, jak dobrze zarabiają w korpo. Policzmy. Mieszkanie, niech będzie średnie, 45m2. To 450 000PLN (kapitał). Niech 30-latek zacznie od razu po studiach zarabiać 5000PLN na rękę i oszczędza miesięcznie aż 2kPLN. (wg mnie bardzo optymistycznie) W latach 23-33r.ż. czyli przez 10 lat zbierze 120x2=240tyś PLN. Tzn. za to mieszkanie musi jeszcze zapłacić 210tyś PLN, które albo ma od rodziców, dziadków, w spadku itp, albo na kredyt. Kredyt 210 tyś to spłata 420 tyś. Czyli kolejne 17 lat i 6 miesięcy oszczędzania po 2 tyś złotych. I tak przez 27,5lat można się dorobić własnego mieszkania średniej wielkości.

Miejsce parkingowe? Hahaha no to jeszcze z 60tysi?

Może ci ludzie zarabiają naprawdę jakieś krocie a my to pioneczki... ?

8 stycznia, 09:25, sky83:

5000 zł netto to ja mam po 10 latach pracy jako inżynier budowlany ( premie). Pierwsza pensja po studiach w 2008r to było 1500 zł netto (jeszcze przed kryzysem).

8 stycznia, 10:08, Gość:

No tak. Ja po studiach miałem pierwszą pensję w 2009 roku 2000PLN na rękę. Teraz, po 11 latach można powiedzieć, że gdzieś w okolicy 5k. I uważałem do tej pory, że zarabiałem nieźle. Oczywiście mam kredyt. A jakże! Jak popłacę wszystko, co muszę: podatek, prąd, gaz, ratę, śmieci, telefon, internet, paliwo, raz na czas wyskoczy ubezpieczenie czy przegląd auta itp.. to zostaje lekko ponad 2k na tzw życie. W tym ubranie się, chemię, jedzenie ale też oszczędności i przyjemności typu wakacje, wyjście na miasto itd. Jeśli spojrzymy na ceny np tshirtów w jakimś galeriowym sklepie, to tam podkoszulki chodzą za 120PLN. Kurtka zimowa w jakimś normalnym sklepie 500PLN. Buty... no każdy wie. Ot cała rzeczywistość zarobkowa.

Pomijam kwestię ew. dzieci - bo to są srogie wydatki.

A gdzie tam po 10 latach pracy mieszkanie "za swoje"?

Albo samochód nowy z salonu (bo przecież my młodzi jesteśmy roszczeniowi: wolimy jeździć i lansować się starym niemcem i truć środowisko, nie?)?

Mocnym zaciskaniem pasa jest kupienie telefonu komórkowego lub nawet tzw niespodziewana konieczność, bo np lodówka padnie po 4 latach, akurat rok po gwarancji! I musisz wyskoczyć z 1000PLN. Lub piecyk gazowy w łazience klęknie akurat na Święta. Nawet takie niby niewielkie wydatki muszę gonić na kilka rat.

Rzekomo zarabiam dobrze.

Biada!

Wszystko kwestia dziedziny, w ktorej sie pracuje. Moja pierwsza praca obecnie w trakcie studiow, przy pelnym etacie to zarobki na poziomie 5800brutto, natomiast na tle znajomych, wypadam slabo, bo inni potrafia zarabiac w przedziale 5000-8500, jeden wyjatek 12000, ale to na b2b.

Oczywiscie znajda sie tacy, ktorzy siedza na 4000brutto, ale to wyjatki, ktorym nie zalezy na rozwoju, byle by byl przelew i do domu.

G
Gość
9 stycznia, 7:37, Gość:

Co do zarobkow to programosci startuja z 5000 tys netto po 3 latach maja kolo 10 tys netto. Po 5 latach da sie wyciagnac 15 tys netto. Aczkolwiek szalu nie ma za takie 5000zl netto ciezko wyzyc przy obecnych cenach. Jeszcze jak 2 osoby tyle zarabiaja to jakos mozna wiazac koniec z koncem. Ostatnio ogladalem mieszkanie w wislanych tarasach to koszt 140’m2 * 20 tys zl m2 mnie porazil

Nie tylko programiści mieszkają w Krakowie.

G
Gość

Co do zarobkow to programosci startuja z 5000 tys netto po 3 latach maja kolo 10 tys netto. Po 5 latach da sie wyciagnac 15 tys netto. Aczkolwiek szalu nie ma za takie 5000zl netto ciezko wyzyc przy obecnych cenach. Jeszcze jak 2 osoby tyle zarabiaja to jakos mozna wiazac koniec z koncem. Ostatnio ogladalem mieszkanie w wislanych tarasach to koszt 140’m2 * 20 tys zl m2 mnie porazil

G
Gość
8 stycznia, 08:28, Gość:

Każdy chce mieć swoje lokum. To normalne w Polsce. Na zachodzie wynajem mieszkania to coś powszechnego i normalnego, nawet w dość dojrzałym wieku.

Ceny za 10 tyś za metr? Nie wiem, jak dobrze zarabiają w korpo. Policzmy. Mieszkanie, niech będzie średnie, 45m2. To 450 000PLN (kapitał). Niech 30-latek zacznie od razu po studiach zarabiać 5000PLN na rękę i oszczędza miesięcznie aż 2kPLN. (wg mnie bardzo optymistycznie) W latach 23-33r.ż. czyli przez 10 lat zbierze 120x2=240tyś PLN. Tzn. za to mieszkanie musi jeszcze zapłacić 210tyś PLN, które albo ma od rodziców, dziadków, w spadku itp, albo na kredyt. Kredyt 210 tyś to spłata 420 tyś. Czyli kolejne 17 lat i 6 miesięcy oszczędzania po 2 tyś złotych. I tak przez 27,5lat można się dorobić własnego mieszkania średniej wielkości.

Miejsce parkingowe? Hahaha no to jeszcze z 60tysi?

Może ci ludzie zarabiają naprawdę jakieś krocie a my to pioneczki... ?

8 stycznia, 09:06, wsad:

To znaczy, że Polacy są mądrym narodem. Wynajmować można całe życie a potem człowiek na starość orientuje się, że nic nie posiada. Polacy posiadają przynajmniej nieruchomości

Za to maja wiecej odlozone niz ty kredyciarzu. Na co posiadac na starosc mieszkanie komus kto woli zyc w cieplejszych krajach lub podrozuje?

G
Gość

Kupujcie ciemna h0łoto, a za 5-10lat wejdzie kataster bo ktos musi sfinansowac emerytury dla starzejacego sie spoleczenstwa.... i bede miał beke z pseudokredyciarzy

g
gosc

10k za metr pieknym widokiem na stację benzynową lub możesz sobie złapać drut wysokiego napięcia albo złapać kogoś za rękę q drugim bloku.

G
Gość
8 stycznia, 8:28, Gość:

Każdy chce mieć swoje lokum. To normalne w Polsce. Na zachodzie wynajem mieszkania to coś powszechnego i normalnego, nawet w dość dojrzałym wieku.

Ceny za 10 tyś za metr? Nie wiem, jak dobrze zarabiają w korpo. Policzmy. Mieszkanie, niech będzie średnie, 45m2. To 450 000PLN (kapitał). Niech 30-latek zacznie od razu po studiach zarabiać 5000PLN na rękę i oszczędza miesięcznie aż 2kPLN. (wg mnie bardzo optymistycznie) W latach 23-33r.ż. czyli przez 10 lat zbierze 120x2=240tyś PLN. Tzn. za to mieszkanie musi jeszcze zapłacić 210tyś PLN, które albo ma od rodziców, dziadków, w spadku itp, albo na kredyt. Kredyt 210 tyś to spłata 420 tyś. Czyli kolejne 17 lat i 6 miesięcy oszczędzania po 2 tyś złotych. I tak przez 27,5lat można się dorobić własnego mieszkania średniej wielkości.

Miejsce parkingowe? Hahaha no to jeszcze z 60tysi?

Może ci ludzie zarabiają naprawdę jakieś krocie a my to pioneczki... ?

8 stycznia, 09:25, sky83:

5000 zł netto to ja mam po 10 latach pracy jako inżynier budowlany ( premie). Pierwsza pensja po studiach w 2008r to było 1500 zł netto (jeszcze przed kryzysem).

8 stycznia, 10:08, Gość:

No tak. Ja po studiach miałem pierwszą pensję w 2009 roku 2000PLN na rękę. Teraz, po 11 latach można powiedzieć, że gdzieś w okolicy 5k. I uważałem do tej pory, że zarabiałem nieźle. Oczywiście mam kredyt. A jakże! Jak popłacę wszystko, co muszę: podatek, prąd, gaz, ratę, śmieci, telefon, internet, paliwo, raz na czas wyskoczy ubezpieczenie czy przegląd auta itp.. to zostaje lekko ponad 2k na tzw życie. W tym ubranie się, chemię, jedzenie ale też oszczędności i przyjemności typu wakacje, wyjście na miasto itd. Jeśli spojrzymy na ceny np tshirtów w jakimś galeriowym sklepie, to tam podkoszulki chodzą za 120PLN. Kurtka zimowa w jakimś normalnym sklepie 500PLN. Buty... no każdy wie. Ot cała rzeczywistość zarobkowa.

Pomijam kwestię ew. dzieci - bo to są srogie wydatki.

A gdzie tam po 10 latach pracy mieszkanie "za swoje"?

Albo samochód nowy z salonu (bo przecież my młodzi jesteśmy roszczeniowi: wolimy jeździć i lansować się starym niemcem i truć środowisko, nie?)?

Mocnym zaciskaniem pasa jest kupienie telefonu komórkowego lub nawet tzw niespodziewana konieczność, bo np lodówka padnie po 4 latach, akurat rok po gwarancji! I musisz wyskoczyć z 1000PLN. Lub piecyk gazowy w łazience klęknie akurat na Święta. Nawet takie niby niewielkie wydatki muszę gonić na kilka rat.

Rzekomo zarabiam dobrze.

Biada!

Przykro mi Cię wyprowadzić z błędu, ale "dobrze" obecnie zaczyna się istotnie powyżej 10 kpln brutto... W duzych miastach, a Kraków niby takim jest, 30kpln to "nie dziwota"...

Żeby nie było... Moja pierwsza pensja ro było 1300pln brutto, jakieś 15lat temu

G
Gość
8 stycznia, 8:28, Gość:

Każdy chce mieć swoje lokum. To normalne w Polsce. Na zachodzie wynajem mieszkania to coś powszechnego i normalnego, nawet w dość dojrzałym wieku.

Ceny za 10 tyś za metr? Nie wiem, jak dobrze zarabiają w korpo. Policzmy. Mieszkanie, niech będzie średnie, 45m2. To 450 000PLN (kapitał). Niech 30-latek zacznie od razu po studiach zarabiać 5000PLN na rękę i oszczędza miesięcznie aż 2kPLN. (wg mnie bardzo optymistycznie) W latach 23-33r.ż. czyli przez 10 lat zbierze 120x2=240tyś PLN. Tzn. za to mieszkanie musi jeszcze zapłacić 210tyś PLN, które albo ma od rodziców, dziadków, w spadku itp, albo na kredyt. Kredyt 210 tyś to spłata 420 tyś. Czyli kolejne 17 lat i 6 miesięcy oszczędzania po 2 tyś złotych. I tak przez 27,5lat można się dorobić własnego mieszkania średniej wielkości.

Miejsce parkingowe? Hahaha no to jeszcze z 60tysi?

Może ci ludzie zarabiają naprawdę jakieś krocie a my to pioneczki... ?

8 stycznia, 09:25, sky83:

5000 zł netto to ja mam po 10 latach pracy jako inżynier budowlany ( premie). Pierwsza pensja po studiach w 2008r to było 1500 zł netto (jeszcze przed kryzysem).

8 stycznia, 10:08, Gość:

No tak. Ja po studiach miałem pierwszą pensję w 2009 roku 2000PLN na rękę. Teraz, po 11 latach można powiedzieć, że gdzieś w okolicy 5k. I uważałem do tej pory, że zarabiałem nieźle. Oczywiście mam kredyt. A jakże! Jak popłacę wszystko, co muszę: podatek, prąd, gaz, ratę, śmieci, telefon, internet, paliwo, raz na czas wyskoczy ubezpieczenie czy przegląd auta itp.. to zostaje lekko ponad 2k na tzw życie. W tym ubranie się, chemię, jedzenie ale też oszczędności i przyjemności typu wakacje, wyjście na miasto itd. Jeśli spojrzymy na ceny np tshirtów w jakimś galeriowym sklepie, to tam podkoszulki chodzą za 120PLN. Kurtka zimowa w jakimś normalnym sklepie 500PLN. Buty... no każdy wie. Ot cała rzeczywistość zarobkowa.

Pomijam kwestię ew. dzieci - bo to są srogie wydatki.

A gdzie tam po 10 latach pracy mieszkanie "za swoje"?

Albo samochód nowy z salonu (bo przecież my młodzi jesteśmy roszczeniowi: wolimy jeździć i lansować się starym niemcem i truć środowisko, nie?)?

Mocnym zaciskaniem pasa jest kupienie telefonu komórkowego lub nawet tzw niespodziewana konieczność, bo np lodówka padnie po 4 latach, akurat rok po gwarancji! I musisz wyskoczyć z 1000PLN. Lub piecyk gazowy w łazience klęknie akurat na Święta. Nawet takie niby niewielkie wydatki muszę gonić na kilka rat.

Rzekomo zarabiam dobrze.

Biada!

W Intersport w Francji kupilem tshirt za 2€49...Sklep obok, typu Pepco, byl po 4€99...PO Polskich HMach, Reserved i Zarach nie kupuje...szkoda przeplacac... Sredni Francuz zarabia 3000€ brutto, a sredni Polak 1230€ brutto...Nawet makaron Barilla jest drozszy, w Auchan w Francji 500g kosztuje 0.89€ a u nas 1.19€...Bagietka w piekarni 1.10€ a w krakowskim Charlotte 5zl tak samo ciasteczko z czekolada (petit pain au chocolat) ! Ucze sie kupowac "Made in Poland" !

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3