Biesiadny savoir-vivre

Redakcja
"W przypływie furii rzucasz talerzami o ścianę i wyrzucasz z siebie stek przekleństw? To dobrze. Wyrzucanie emocji na zewnątrz jest zbawienne dla twego ciała i twojej psychiki".

   Któż, ach któż proponuje taki biesiadny savoir-vivre, robiąc nam przy okazji brudną konkurencję?
   Tym kimś jest rozdawane jako dodatek do reklamowanej zupy pomidorowej pisemko "Dzień dobry, student" nr 1 (6) z dnia 18 maja 2005 roku, które niż. podp. otrzymał, wchodząc do jednej z naszych wyższych uczelni. Zaś uroczy tekścik pt. "Niech żyją cholerycy" wyszedł spod pióra Joanny Rokickiej, której nawet mój nadzwyczaj tolerancyjny pod tym względem brat nie ośmieliłby się nazwać panią pisaną przez najmniejsze choćby "p". Lecz do serca by ją zapewne przytulił i uznał za swą najmilszą siostrzyczkę.
   No bo wyobraźmy sobie dom tak dobranego rodzeństwa, a zwłaszcza jego jadalnię: na ścianach ślady tygodniowego menu ułożone w taszystowski obraz, którego nie tylko Kantor, lecz nawet Pollock by się nie powstydził, pod ścianami skorupy rozbitych talerzy, a pod domem radiowóz albo też nawet specjalny posterunek policji, której nie opłaca się przyjeżdżać na każde wezwanie.
   A wewnątrz, wśród gruzów i pogłosu grubych słów, prawdziwa idylla: dwoje zdrowych psychicznie i fizycznie osobników rasy zbliżonej do ludzkiej, acz nie za bardzo, gdyż na dystans bon tonu. A jest to odległość duża, a dla niektórych nawet nie do przebycia.
   Nie mamy zamiaru piętrzyć przed oczyma Państwa dalszych obrazów przedstawionych przez autorkę artykułu, ani też starać się odmalować hipotetycznego choćby wyglądu jej domu ani dźwięków z jego wnętrza dobiegających, gdyż Miłosierny nawet dla Rokickiej Bóg odmówił nam talentu Dantego. Nie będziemy też rozważać, czy autorka je na trudnych do stłuczenia psich miskach, czy kruchej porcelanie ze względu na melodyjny ton, jaki daje ona w zetknięciu ze ścianą, zapewne zbliżony do tego, jakim Orfeusz uspokajał dzikie bestie.
   Nas, w naszym biesiadnym s.v. interesuje coś innego, a mianowicie odpowiedź na pytanie, czy rzucanie talerzami i grubymi słowami działa równie zbawiennie na otoczenie oraz jego zdrowie psychiczne i fizyczne, a niekiedy zdrowie samego miotacza nawet?
   Dla rozstrzygnięcia tej kwestii nakłonimy swego brata do zaproszenia Rokickiej na kolację, po czym, być może, odwiedzimy ją w szpitalu, bo brat nasz potrafi celnie rzucać talerzami, schody u niego strome, a on sam słynie z dbałości o swoje zdrowie. Psychiczne i fizyczne, zaczem niczego mu nie odmówi. Zwłaszcza zaś zdrowia (psychicznego i fizycznego) Rokickiej.
Brat Chama
   PS Artykuł Rokickiej nosi tytuł "Niech żyją cholerycy", czyli wg właściwej terminologii "ludzie tłumiący w sobie uczucia". Wybuchowość jest bowiem de facto cechą sangwiników - czyli po naszemu osobników krewkich, skąd wniosek, że Rokicka należy do gatunku półinteligentów, mylących megierę z heterą, chytrość ze skąpstwem, a zjadliwość ze smakowitością.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie