Nurkowie ostatnią nadzieją

Redakcja
Norwescy nurkowie przypuszczają, że w śluzie na rufie "Kurska" jest powietrze. Doniesienia rosyjskie sugerują, że śluza jest zalana.

Zdaniem Norwegów, w zatopionym kadłubie "Kurska" są poduszki powietrzne

 Brytyjscy i norwescy nurkowie są zdecydowani dostać się na pokład zatopionego rosyjskiego okrętu atomowego "Kurska". Zdaniem Norwegów, właz awaryjny na rufie nie jest zbyt poważnie uszkodzony i być może da się otworzyć.
 - Nurkowie ustalili, że zewnętrzny właz rufowej śluzy awaryjnej nie jest uszkodzony - powiedział rzecznik norweskich sił zbrojnych Kjeell Grandhagen rozgłośni NRK. - Ustalili też, że wewnątrz (w śluzie awaryjnej) jest powietrze.
 Tymczasem Rosjanie twierdzą, że właz jest tak poważnie uszkodzony, iż nurkom nie uda się go otworzyć. Wicepremier Ilja Klebanow poinformował nawet, że zapadła już decyzja wyrwania tego włazu z pomocą dźwigu z pokładu norweskiego statku ratowniczego i że zespół norweski odleciał do pobliskiej bazy, żeby przećwiczyć tę operację na lądzie.
 Norweskie okręty ratownicze - "Normand Pioneer" i "Seaway Eagle" - wiozące nurków głębinowych i brytyjski miniokręt podwodny LR-5, dotarły w rejon katastrofy w sobotę wieczorem.
 Norwescy nurkowie zaczęli pracę od świtu. Pierwsze oględziny i zdjęcia ze zdalnie sterowanej kamery podwodnej sugerowały, że awaryjny właz na rufie "Kurska", do którego zamierzali się dostać ratownicy, jest uszkodzony. Nie powiodły się im kilkakrotne próby otwarcia pokrywy. Według rosyjskiej telewizji RTR, nurkowie odkręcili śruby włazu, ale nie byli w stanie go podnieść.
 Norwegowie podali, że brakuje im odpowiednich narzędzi nadających się do pracy na rosyjskim okręcie i próbują wyprodukować je na miejscu, na swoim statku-bazie "Seaway Eagle". Nie wiadomo dlaczego odpowiednich narzędzi nie otrzymali od rosyjskiej strony. Na dodatek Norwegowie twierdzą, że po otwarciu włazu nie będą w stanie sami wejść na okręt, ponieważ ich skafandry są za duże.
 Rosyjski wicepremier, szef rządowej komisji badającej przyczyny katastrofy, Ilja Klebanow powiedział wczoraj, że również brytyjski ratunkowy miniokręt podwodny LR-5, który przybył na pokładzie "Normand Pioneer", nie będzie w stanie połączyć się z "Kurskiem".
 Początkowo sądzono, że LR-5 osiądzie na awaryjnym włazie, po jego uszczelnieniu wypompuje wodę ze śluzy i luk zostanie otwarty. Jednakże w pobliżu włazu znajduje się głęboka wyrwa. Z jej powodu nie udaje się zamknąć hermetycznego rękawa, z którego później wypompowano by wodę.
 Według danych, uzyskanych przez ekipy płetwonurków i rosyjskie batyskafy, prawie cały "Kursk" został zalany, a nie tylko dziobowe komory, jak sądzono na początku. Wewnątrz okrętu pozostały jednak duże poduszki powietrzne. Większość ekspertów uważa, że ciśnienie powietrza jest tam jednak zbyt duże, by ktokolwiek mógł przeżyć. Tylko kilku specjalistów nie wyklucza, że gdzieś na okręcie są jeszcze miejsca, w których mogą żyć marynarze.

(PAP)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie