Proszowice, Miechów. Koronawirus uderzy też w rolnictwo. Choć nie wszyscy się martwią

Aleksander Gąciarz
Aleksander Gąciarz
Aleksander Gąciarz
Udostępnij:
Na podproszowickich i podmiechowskich polach nie widać epidemii koronawirusa. Jeżdżą ciągniki, jeden po drugim wyrastają foliowe tunele, dymią kominy cieplarni, widać krzątających się ludzi. A mimo to nie brak głosów, wieszczących kłopoty. I to bardzo niedługo.

FLESZ - Koronawirus - kwarantanna w całej Polsce

- Zamknięcie placów targowych, przy jednoczesnym pozostawieniu sklepów wielkopowierzchniowych, to był wielki błąd, który bardzo niekorzystnie odbije się na rolnikach. Już niedługo zaczną się zbiory pierwszych, wczesnych warzyw i producenci pozostaną z towarem, którego nigdzie nie będą mogli sprzedać. Ogrodnicy już zresztą zostali rzuceni na kolana – uważa Zbigniew Orzechowski, prezes zarządu Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Producentów Warzyw z siedzibą w Proszowicach.

Za sprawą epidemii koronawirusa rolnicy stracili kilka ważnych punktów, w których mogli sprzedawać swój towar. Jako pierwszy swoje dwa place targowe zamknął samorząd Miechowa. Kilka dni później na podobny krok zdecydował się spółka Giełda Rolna Ek-Rol, administrująca dwoma placami w Proszowicach. Jarmarki i giełdy nie odbywają się od dwóch tygodni. Zamknięte zostały również trzy place targowe w Kazimierzy Wielkiej. Zbigniew Orzechowski uważa, że można było tego uniknąć i tak zorganizować handel, by zminimalizować ryzyko rozprzestrzeniania się koronawirusa. - Najprostszym rozwiązaniem byłoby ograniczenie liczby osób, przebywających jednocześnie na placu. Przy dobrej woli i skrupulatnej kontroli dałoby się to przeprowadzić – uważa.

Innego zdania jest prezes Ek-Rolu Wojciech Rzadkowski. Przypomina, że w związku w zaleceniami Głównego Inspektora Sanitarnego, dotyczącymi zasad prowadzenia handlu w czasie epidemii, na właścicieli placów został nałożony szereg dodatkowych obowiązków.

Dotyczą one utrzymania higieny, postępowania z towarem (głównie żywością), ograniczeń kontaktów między ludźmi, korzystania z płatności bezgotówkowych itd. W przypadku gdy te wymagania nie mogą być przestrzegane, GIS zaleca by zarządca targowiska - w trosce o dobro i bezpieczeństwo konsumentów – zdecydował o ograniczeniu działania lub zamknięciu targowiska (bazaru). - Przy naszej obecnej infrastrukturze nie bylibyśmy w stanie tych warunków spełnić – tłumaczy prezes Rzadkowski. Przypomina, że giełdy i jarmarki organizowane na proszowickich placach odwiedzają tysiące osób nie tylko z Małopolski, ale też ze Świętokrzyskiego, Śląska i Podkarpacia.

- Zapanowanie nad taką ilością osób i zapewnienie im bezpieczeństwa jest niemożliwe – przekonuje. Dodatkowym argumentem jest fakt, że zarówno wśród sprzedających jak i kupujących spory odsetek stanowią osoby starsze, szczególnie narażone w wypadku zakażenia koronawirusem.

W rejonie Proszowic działają duże skupy płodów rolnych. Jenak zdaniem prezesa Orzechowskiego, one problemu nie załatwią. - 80 procent owoców i warzyw, którymi one obracają, pochodzi z zagranicy. Dla naszych rolników to nie jest rozwiązanie – mówi i przypomina, że z powodu kwarantanny zamknięto też giełdę w Katowicach. Działa natomiast plac na krakowskich Rybitwach. - On też problemów ze zbytem nie załatwi, ale dobrze, że jest i działa – mówi.

Jan Żebrak, wójt Charsznicy zwanej „kapuścianą stolicą Polski” przekonuje natomiast, że tamtejsi plantatorzy ze zbytem sobie radzą. - Giełda w Katowicach jest zamknięta, ale widzę, że nasi rolnicy znaleźli na to sposób. Umawiają się ze swoimi odbiorcami i dostarczają im towar bezpośrednio. Polacy to przedsiębiorczy naród, który poradzi sobie w każdych warunkach – zapewnia. W jego opinii w ostatnim czasie popyt na kiszoną kapustę i ogórki, czyli specjalność charsznickich rolników, wzrósł. - Pojawiły się głosy, że kiszona kapusta, ogórki, korzystnie wpływają na odporność. Ludzie sobie takie informacje przekazują i to się odbija na zainteresowaniu naszym towarem – mówi.

Natomiast problemem, jaki dostrzegają w Charsznicy i innych rolniczych regionach, jest jednak brak rąk do pracy. Wielu pracowników z Ukrainy wróciło do swojego kraju, a powracający z zagranicy Polacy niekoniecznie będą zainteresowani pracą w rolnictwie. - Zrezygnowałem w tym roku z truskawek, bo boję się, że nie będzie miał ich kto zebrać. To samo dotyczy też osób, które uprawiają ogórki – słyszymy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie